» Blog » KB RPG#23 I tak to właśnie działa....do dziś.
19-07-2011 11:26

KB RPG#23 I tak to właśnie działa....do dziś.

W działach: Karnawał blogowy, przemyślenia, wspominki, różne, rpg | Odsłony: 2

KB RPG#23 I tak to właśnie działa....do dziś.
Nigdy w Karnawale nie brałem udziału, jednak temat na tyle wdzięczny, że postanowiłem się podzielić.

Jak spoglądam teraz wstecz, to wszystko zaczęło się od mojego ojca i Fantastyki. Gdyby nie namiętna lektura, pewnie nie wkręciłbym się potem w lekturę ś.p. Top Secret'u.
Ta właśnie gazetka opublikowała w jednym z numerów jednostronicową zajawkę RPG. Prosty tekst, okraszony grafiką z podręcznika do AD&D i logiem tegoż, spowodował u mnie gigantyczną chęć próby zagrania w tą jakże wtedy dziwną i egzotyczną grę.
No bo sam tekst mówił: jest jedna osoba, która wymyśla świat. To Mistrz Gry. Pozostali uczestnicy zabawy to gracze - wymyślają sobie swoje postacie: magów, wojowników, złodziejaszków. Mistrz Gry opowiada co widzą postacie i wpędza ich w różne przygody, co jakiś czas tylko zadając sakramentalne:
- Co robicie?

I już wtedy byłem utopiony - czytałem ten tekst może jakieś 20, albo i 30 razy. Za każdym razem, po każdej kolejnej lekturze coraz bardziej chciałem grać. Problemem mogli okazać się znajomi. Miałem wtedy bardzo mało lat, więc skompletowanie ekipy, która mogła by grać.
Okazało się jednak, że w naszym piwnicznym klubie po moich tygodniowych namowach zebrała się odpowiednia ekipa: ja, Wojtek, Marcin, Agnieszka, Asia i jej brat Wojtek.
Najpierw tłumaczenie z czym to się je, potem wyłanianie MG. Koniec końców ja byłem pierwszym prowadzącym. Po tygodniu jednak zmieniła mnie Agnieszka.
Dziewczyna przejęła pałeczkę i po jakimś czasie okazało się, że przez całe lato nikt nie był w stanie jej zastąpić - na podwórku zapanowała niemalże żałoba narodowa, kiedy dziewczyna wyjechała na dwa tygodnie do babci.
Oczywiście - wtedy nikt nawet nie myślał o podręcznikach, czy kostkach. Był jednak nieśmiertelny zeszyt naszej prowadzącej - notatki na temat skarbów, miłostek, wykonanych kłestów, żon, dzieci (tak, tak - nasze pierwsze RPG w dużym stopniu opierało się na odgrywaniu romansów i miłostek, walka czy władza była na drugim planie - uroki dzieciństwa!).
W kajecie znajdowały się także mapy krain, które powstawały wraz z naszymi podróżami. To był piękny okres.

Potem przyszedł rok szkolny i nasz piwniczny klub nieco opustoszał (ze względu na temperaturę głównie), jednak cały czas spotykaliśmy się - już w mniejszym gronie - w domach i graliśmy dalej. A potem nadeszły kolejne wakacje i era Magii i Miecza. Planszówka zajęła nam znowu całe wakacje, ponieważ wprowadzała dodatkowe elementy do naszego RPG - karty postaci, kości, złoto. Potrafiliśmy zostawiać rozłożone to wszystko w naszym piwnicznym klubie, bo rozgrywka trwała przez 4 dni non stop, od 9 rano do 20 z przerwą na obiad.

A potem napatoczyłem się na MiM'a w kiosku (10 numer o horrorze!). Myślałem, że to gazeta o planszówce, jednak okazało się, że moja przygoda z RPG na poważnie zaczynała się dopiero teraz....

Po lekturze gazety pierwsza myśl to: O szyt! Ale teraz będzie w pyte!, jednak druga moja myślą było: Skąd wytrzasnąć coś co się nazywa k10!
Szybkie spotkanie w klubie piwnicznym przyniosło odpowiedź - jeden ze znajomych miał w domu grę Robin Hood, a w niej znajdowała się taka dziwna, zielona kostka.
Nasza ekipa postanowiła, że teraz najważniejsze będzie, aby skompletować pozostałe, brakujące nam numery. Uwierzcie mi, że teraz po latach jestem pewien, że rodzice mojego kolegi byli niesamowicie zdziwieni, kiedy oznajmił im, że na urodziny chce dostać 9 numerów gazety....

Po szybkim skompletowaniu (i regularnym uzupełnianiu nowych numerów) zaczęliśmy grać - KCty w wersji MiMowej towarzyszyły nam przez długie letnie dni i noce. Uwierzcie mi, te pierwsze przygody, rozegranie Demonicznej Hordy - to coś, co pozostanie w mojej pamięci do końca.

Komentarze


KRed
   
Ocena:
+4
Starożytna kość k10 z Robin Hooda! U mnie była czarna, i przez kilka lat była jadyną (true erpegową - wielościenną, z cyferkami zamiast kropek) kością w mojej ekipie. Prawdziwy artefakt :D
19-07-2011 11:50
Morel
   
Ocena:
0
Ja mam tą kość w domu do dzisiaj, poturlać, to się nią nie poturla, cyferek nie widać praktycznie, ale jest :)
19-07-2011 11:55
chimera
   
Ocena:
+2
Numer o horrorze, z recenzją Zew Cthulhu i artykułem o straszeniu, to już niemal legenda.

Widzę, że na Top Secret całe pokolenie przyszłych rpg-owców się wychowało :-)
19-07-2011 12:11
Morel
   
Ocena:
0
@chimera - bo to dobry numer był :)
19-07-2011 12:15
de99ial
   
Ocena:
+2
Bo to dobry magazyn był.

U mnie zaczęło się od książek, planszówek i dopiero eRPeGi przyszły. Ale podobnie - kumpel kupił magazyn, który - jak myślał - jest o planszówce. Nie był.
19-07-2011 13:08
raskoks
   
Ocena:
+1
historie takie jak moja :P - Top Secrety, MiM z przypadku i tru kość z robin hooda :P
20-07-2011 00:55
Seji
   
Ocena:
+1
Dodane. Dzieki! :)

Mozna bylo jeszcze zdobyc k12 - byla w "Mumii" :)
20-07-2011 21:04

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.